O wojnie z innej strony...czyli "Jak rozpętałem II wojnę światową"

Dziś post będzie trochę inny. Od razu muszę się przyznać, że umieszczam ten post trochę z sentymentu do "Jak rozpętałem II wojnę światową" Tadeusza Chmielewskiego. W końcu jak jako mały dzieciak mogłam nie polubić Franka Dollasa, który nie dość, że wszystko robi nie tak, to jeszcze potrafi  wyprowadzić przewodniczącego niemieckiego sądu wojskowego z równowagi podając jedynie swoje dane ( które jak można się spodziewać po głównym bohaterze są zmyślone).


 Z góry też sobie trzeba powiedzieć; realizm nie jest czymś, czego możemy się po tym filmie spodziewać. We wcześniej opisywanych przeze mnie filmach tego oczekiwaliśmy, tutaj absolutnie tego nie róbmy jeśli chcemy cieszyć się oglądaniem."Jak rozpętałem II wojną światową" jest komedią, farsą wojenną, pamiętajmy o tym.
 Film powstaje w 1969r., wcale nie tak długo po zakończeniu drugiej wojny światowej ale znowu jest to czas, który sprawia, że przyjęcie ( pozytywne) przez widownię jest możliwe. Tadeusz Chmielewski sprawnie lawiruje między zbudowanymi sterotypami dotyczącym narodowości i nieoszczędza swojego, co prawda dobrego ale pechowego Franka Dollasa. Wszystko co "Franuś" zrobi staje się przypadkiem, nie ma nic wspólnego z jego zamiarami i często popycha go w kolejne problemy, które twórca obraca w kolejną wojenną przygodę. Jego przetrwanie to załuga wrodzonego szczęścia, bo jak sam podkreśla " jest w czepku urodozony".  Marian Kociniak wcielił się w tą sylwetkę doskonale a mi już zawsze będzie kojarzył się ze sceną wyprowadzania niemieckiego generała z równowagii, którą zresztą znam już od dawna na pamięć. Pojawią się wiele narodowości i wiele, jak już wspomniałam, związanych z nimi stereotypami. W końcu Franek przemierza w poszukianiu mozliwości walki niejedne państwo. Mamy przerysowany obraz Anglików, którzy są w stanie przerwać wojnę by o 17:00 wypić herbatę, są też Włosi - "Makaroniarze"- związani z mafią. Poza tym oczywiste; są Niemcy i Polacy.



Jeśli spojrzymy na pełną obsadę zobaczymy 95 nazwisk, w końcu film liczy sobie 3 części, łącznie ponad 3 godziny. Marian Kociniak, Wacław Kowalski, Joanna Jędryka, Jan Świderski... - nazwiska kojarzące się ze starym polskim kinem, filmami, pokazywanymi przez dziadków.

Z podstawowych informacji; scenariuszem i reżyserem zajmował się Tadeusz Chmielewski, za muzykę odpowiedzialny był Jerzy Matuszkiewicz,  operatorem był Jerzy Stawicki. To właśnie dzięki tym ludziom, powstał charakterystyczny klimat towarzyszący przygodom dobrego ale nieudolnego Franka Dollasa.

Komentarze